Wolę snickersa i wygląd z Rubensa.

rubens

Nie trzeba być zagorzałą feministką, walczyć o prawa kobiet, o równe traktowanie, zwalczać przedmiotowego traktowania i walczyć o podmiotowe, nie trzeba być pro-, ani anty- , po prostu nie da się nie zauważyć, że kobiecy wygląd komentowany jest o wiele częściej niż męski, poświęca się mu dużo więcej miejsca i czasu. Ta przytyła (zdjęcie pośladków), ta źle dobrała spodenki do figury (zdjęcia ud), piersi tej i tej wyskakiwały z kreacji , ba! piersi tamtej na pokazie – zupełnie jakby na pokaz przyszły same piersi, bez właścicielki. Ta bez makijażu, zobacz jaka zmiana! O jednej, że szybko schudła po ciąży, o drugiej że już tyle czasu od porodu, a nie może wrócić do swojej wagi, inna ma rozstępy jak rów mariański. Ta ma cellulit, a tamta nie ma, więc pewnie retuszuje zdjęcia. Jedna ma zmarszczki, więc nie dba o siebie, druga bez zmarszczek, zapewne ofiara operacji plastycznych. I tak w kółko.

Ja wiem, ja często czytam pudla i nawet tego nie ukrywam, że sięgam po plotkarskie dno, dzielę informację na cztery i  zapominam po przeczytaniu, taki nałóg. Wieczorna prasówka przy kąpieli dzieci. W każdym razie, średnie źródło jakichkolwiek informacji, tyle że powyższe, niezbyt eleganckie fragmenty nie pochodzą z pudla, tylko z głównych stron internetowych portali( czy nie wiem jak to tam się nazywa), nie chcę podawać nazw, nie chcę się narażać, wystarczy że polityków imiennie nazywam głupimi chujami.

Wkurzam się, bo nie piszą, ta zrobiła doktorat z czegoś tam, doskonała książka tej czy tej, świetna rola tamtej, może być już nawet magisterka, udział w maratonie, siedzenie z książką na plaży, cokolwiek, byle nie cellulity i cycki, nie brak make up’u w kolejce po chleb. Przecież kobiety to nie tylko ciało! Odnoszą sukcesy (inne niż „schudła już 15 kg”) i mają ambicje (inne niż „marzę by zmieścić się w rozmiar 36”), a wciąż są niewolnicami głupich portali, które tego nie zauważają.  Jakbyśmy miały tylko cieszyć oko. Jakbyśmy, poza tym, nie istniały.

Szczerze? Miałabym to w dupie, gdybym nie miała ośmioletniej córki, która niebawem zacznie grzebać w internecie i próbować upodabniać się do swoich idolek, mierzyć centymetrem udo i rozpaczać, że tego uda jest o centymetr za dużo. I mogę jej tłumaczyć, że to nie ma znaczenia, że wygląd nic nie znaczy, że liczy się to co w głowie i zdrowie, ale najprawdopodobniej efekt będzie taki, że uzna, że się nie znam, jestem z innych czasów, bo teraz nie można wyglądać jak borsuk w zimie, trzeba być fit srit i mieć długie, jedwabiste włosy i hybrydowe paznokcie. Trzeba zjeść tasiemca, żeby mieć BMI około osiemnastu, żeby każdy mówił „jaka chuda”, a nikt nie powiedział „dobrze wygląda”, bo „dobrze wygląda” ktoś, kto na pewno wygląda ZA dobrze, czyli GRUBO, tylko nikt tego głośno nie powie, bo to nieeleganckie, jak sama nadwaga.

Po wybiegach chodzą wychudzone modelki, bo podobno lepiej na nich leżą ubrania, później kupujesz takie ciuchy (jeśli znajdziesz w swoim rozmiarze) i absolutnie nie wyglądasz, jak tamta modelka.

W gazetach gładkie ciała reklamują super kremy, ty wcierasz, wklepujesz, wdrapujesz pazurami, a cellulit wciąż jest, rozstępy też nie zniknęły, bo to nie twoje ciało nieprawidłowo reaguje na krem, to ciało reklamującej go modelki dobrze reaguje na photoshopa.

Żyjemy w czasach, w których u Wenus Botticellego zwrócono by uwagę na masywne uda i małe cycki i wolę nie myśleć, co mówiono by o muzach Rubensa.

Trzeba być blond i trzeba być fit, mieć duże i jędrne cycki, białe i proste zęby, zgrabne nogi, szczupłe uda, sexy biodra i wąską talię, żadnego cellulitu, żadnych rozstępów, a stopę trzeba mieć małą, broń Boże z halluksami. Określony wygląd mieszczący się w normach, medialny kanon piękna. Trzeba taką być, a jak się nie jest, trzeba się stać, a jak się nie stanie, najlepiej nie być wcale.

Leżeć i pachnieć…Co prawdziwa kobieta robić powinna?

netowe

Od wyborów we Francji mówi się dużo o nowym prezydencie. W cywilizowanym świecie zapewne mówiłoby się o tym, jakim prezydentem będzie Emmanuel Macron i czym zajmował się do momentu objęcia obecnego stanowiska, ale okazuje się, że nikogo to nie obchodzi, bo najważniejsze jest, ile lat ma jego żona, jak wygląda, w jakich okolicznościach się poznali i jaka jest różnica wieku. Okazuje się bowiem, że cywilizowany świat nie istnieje, że wszędzie rządzi stereotypizm nakazujący żonom być młodszymi od mężów, a przede wszystkim młodziej wyglądającymi.

Proponuję ogłosić międzynarodowe dwa przykazania udanych stosunków damsko-męskich w relacji małżeńskiej, szczególnie zalecane osobom publicznym:

1)      Kobieta nie może być starsza od męża, mogłaby przez przypadek być przecież bardziej doświadczona, mądrzejsza, a to szczególnie zagroziłoby mężowskiej pozycji, patriarchalnemu  systemowi, a tym samym porządkowi świata. Ponadto dojrzały mężczyzna wiążący się z jeszcze dojrzalszą kobietą naraża się na niemożność posiadania potomstwa. Podważa to sens małżeństwa, gdyż nie wydłuży męskiego rodu, nie przyczyni się do przekazania genów, co sprawi że podstawowa komórka społeczna stanie się jedynie niepotrzebnym nikomu tworem, który właściwie mógłby, jak na komórkę przystało, ulec apoptozie. Lepiej wcześniej niż później.

2)       Kobieta nie może wyglądać starzej od towarzyszącego jej mężczyzny, szczególnie męża/partnera, a nawet dużo młodszego brata. Powinna wystrzegać się takowych estetycznych kontrastów.  Kobieta musi zawsze wyglądać młodo. Podkreślać urodę w młodości, w wieku dojrzałym maskować mankamenty, a kiedy maskowanie staje się niemożliwe powinna się, za wszelką cenę, powypełniać i ponaciągać, bo musi wyglądać młodo! Młodość jest piękna, a piękno jest najważniejsze. Wygląd głowy, nie jej zawartość.  Tak jak w książce najważniejsza jest okładka, prawda?

Nikogo nie obchodzi, co reprezentuje sobą pani Macron. Mówi się o tym, że miała duży udział w sukcesie męża…i mówi się o tym z kpiną. Bo jakże to tak? Kobieta mu  pomagała? To musi być jakiś niezaradny fajtłapa. Prawdziwy mężczyzna nie słuchałby przecież baby. Baba ma tylko wyglądać, stać u jego boku i uśmiechać się, nawet jeśli mówi bzdury. Baba ma klaskać i nie rozumieć o czym chłop mówi, bo przecież baba jest głupia, a chłop mądry. I jeśli baba myśli, że chłop mówi głupoty to baba jest głupia i zwyczajnie nie rozumie mądrości chłopa, więc mu o swoich przemyśleniach nie mówi, żeby się nie zbłaźnić, absolutnie racji swoich nie może udowadniać, nawet jeśli posiada niezbite dowody na chłopską omylność. Deprecjonowanie męskiego intelektu może jedynie doprowadzić do przeświadczenia ogółu o całkowitym braku zdolności rozumowania kobiety rację męża podważającej. Więc, w skrócie, na wszelki wypadek, cicho sza!

Kiedy wybory w USA wygrał Trump i obok jego boku pokazała się Melania, wszyscy komentowali, że on taki stary i brzydki, a ona młoda i ładna, więc na pewno głupia i poleciała na kasę. Teraz we Francji pani Macron na kasę nie poleciała, ale i tak to ona jest źle oceniana. Bo starsza, bo się pokazuje, bo powinna gdzieś bardziej z tyłu, żeby się w oczy nie rzucać, bo rzuciła męża, bo uwiodła ucznia, bo…po prostu zawsze musimy oceniać kobiety i musimy oceniać je źle. Bo ta milczy, a ta za dużo gada, bo ta jest sucha, a ta gruba, bo ta się wtrąca, a ta nie zajmuje niczym ważnym itd. Jak widać zła, jak nie widać też, bo powinno być widać, ale tak żeby wzrokiem przenikać. Przezroczysta ale zauważalna,  ładna ale przyzwoicie, bo jak za bardzo to będzie wyzywająca.  Milcząca i potakująca kukła zlewająca się z otoczeniem.

Jakie znaczenie ma wygląd Brigitte Macron, albo to ile ma lat? W jakim stopniu na losy świata wpływa to, dlaczego Malania Trump wyszła za Donalda?

Jestem dziś zła. Zła ten płciowy podział. Na konieczność wprowadzania parytetów, (moim zdaniem) niekorzystnie wpływających na wizerunek kobiet w przestrzeni publicznej. Zła na konieczność ciągłej walki o równouprawnienie i poszanowanie godności. Zła na oceny i społeczne role.  Kobieta ≠ Mężczyzna ≠ Człowiek. Jestem zła, bo świat nie potrzebuje prawdziwych kobiet i prawdziwych mężczyzn tylko mądrych i dobrych ludzi.

Sumienie bigota w ciele demokraty. Ustawa o zmianie moralności.

woman-1185805_960_720

Zaostrzenie prawa aborcyjnego znowu jest w toku. Organizacje pseudoprolife’owe składają kolejne wnioski, Kościół zabrania bawić się w Boga, Kaczyński chce chronić płody z poważnymi wadami (szkoda, że poza ochłapem 4000+ tzw. trumienkowego, nie otoczy opieką upośledzonych dzieci, których rodzice mają naprawdę przesrane), Radziwiłł kompromituje się swoją wiedzą na temat sposobu działania tabletek ellaOne, a Chazan modli się na Jasnej Górze, by Polska wiodła prym w znęcaniu się nad kobietami w Europie.  

Mogłoby się wydawać, że atakują nas z każdej strony, ale to ta sama strona tego samego medalu. Towarzystwo wzajemnej adoracji , onanizujące się hasełkami nawiedzonych księży, którzy o niechcianych ciążach, aborcjach i grzechu wiedzą więcej  niż cały PiS razem wzięty.

Chazan pojechał na Jasną Górę modlić się o to cierpienie kobiet, chce by Polska jako pierwsza w Europie wprowadziła całkowitą ochronę życia (zapomniał biedak o Malcie, ale kto by tam pamiętał, w końcu maleńki kraj).  Drań mści się na kobietach za wszystkie aborcje, których dla pieniędzy dokonał. Pewnie starzejąc się poczuł, że chciałby zbliżyć się do Boga, ale ma jakieś wyrzuty sumienia, parzy go siedzenie w eleganckim aucie, po nocach słyszy krzyki kobiet. Panie doktorze Bogdanie Chazanie, choć wg mnie Mengele pasowałoby bardziej, to nie krzyczą te, które płaciły panu za usuwanie ciąży, tylko te które zmuszał pan do wyczerpujących porodów, te których niedotlenione dzieci po porodzie nie chciały płakać, te które z wycieńczenia mdlały, a błagając o cesarskie cięcie klękałyby na kolanach, gdyby tylko siły pozwoliły im uklęknąć. To one krzyczą i to je powinien pan prosić o przebaczenie, o ich prawa teraz walczyć, poprawiać standardy.

Podczas kiedy Chazan modli się za dalsze cierpienie kobiet, obrońcy z pro-life drukują banery i zatrudniają kolejnych bezmózgich wolontariuszy, żeby stali w miastach i straszyli małe dzieci zdjęciami porozrywanych płodów.  Teraz ogłosili akcje „szpitale bez aborterów” i postanowili ustawić się ze swoimi obrazkami i hasełkami pod szpitalami, w których dokonuje się legalnych aborcji, przez co ratuje się zdrowie i życie kobiet. Poza tym, że plakaty są obleśne, zdjęcia drastyczne a hasła kłamliwe, jestem wkurzona na to, że ci którzy nazywają się chrześcijanami, obrońcami życia, obrońcami dzieci, moralności kobiet, nie myślą o uczuciach kobiet, które opuszczają szpital po poronieniach, stracie marzeń o dziecku, które miało się urodzić. Czy ktoś myśli o tym, co czują widząc te porozrywane, zakrwawione ciałka? Mnie, myśl o ich cierpieniu doprowadza do szału, policzki mi płoną ze złości, a w głowie pojawia się myśl, żeby iść pod szpital i rzucać w debili psimi kupami (może dlatego, że też mnie wkurzają na zieleniejących trawnikach). O właśnie, wszyscy oni, pożal się Boże, obrońcy kobiecych sumień są jak psie gówna na trawnikach. Można byłoby mieć nadzieję, że zaraz będzie ładnie, ale niestety psy nasrały, a gówna śmierdzą.

Mam wrażenie, że znalazłyśmy się w jakimś męskim potrzasku, że ktoś chce nam, kobietom udowodnić, że kretyńskie określenie „słaba płeć” dotyczy nie tylko fizyczności i emocjonalnej kobiecej strony, ale przede wszystkim moralnej niezdolności do podejmowania właściwych decyzji. I zdaje się, że nie chcą odróżnić „niezdolności” od „niezgody” na postępowanie wg ich bigoteryjnej moralności, dlatego wpychają swoje stare sumienia do naszych młodych ciał.

Antypolski międzynarodowy dzień lasów.

wycinka

Kiedyś uważano, że prawdziwy mężczyzna powinien zbudować dom,  spłodzić syna i posadzić  drzewo. Teraz może sobie odpuścić. Dwa pierwsze punkty przestały mieć znaczenie, najważniejsza kwestia dotyczy drzew. Bo tu pojawiła się wielka zmiana, choć niekoniecznie dobra, otóż drzew nie można sadzić, drzewa należy ścinać! Dotyczy to nie tylko mężczyzn, kobiety też mogą rąbać, wszyscy którzy chcą być Polakami lepszego sortu muszą przyłączyć się do wielkiej krajowej wycinki. Od dziś sadzenie drzew jest antyrządową demonstracją!

21  marca, w pierwszy dzień wiosny i w międzynarodowy dzień lasów, prezydent Kielc Wojciech Lubawski, zabronił sadzenia drzew w swoim mieście, aby nie zostać posądzonym o wpisywanie się w antyrządowy protest.

Brawo panie prezydencie, antyrządowe drzewa mogłyby przecież nienaturalnie szybko rosnąć, jesienią zrzucać przechodniom pod nogi czerwone liście, a gniazdujące na nich ptaki Macierewicz mógłby posądzić o szpiegostwo, więc nie ma co ryzykować.  

Brawo panie prezydencie, pokazał pan to, co wiele lat temu wyśpiewał obecny poseł Liroy „Kielce to jest to, nie ma drugiej takiej nory (…)”.

Brawo, pięknie wpisał się pan w założenia dobrej zmiany i przyczynił do tego, że z dniem dzisiejszym, ostatecznie, sadzenie drzew przestało być dbaniem o przyrodę, a stało się działaniem antyrządowym.

Więc niech każdy zapamięta, kto chce się władzom przypodobać musi ciąć, przycinać, wyrzynać, rżnąć, rąbać i z ziemi wyrywać. A jak chce sadzić musi być czujny, bo niewykluczone, że rządzący sadzących posadzą.

Czego Radziwiłł chciałby nie wiedzieć o seksie, ale boi się że ktoś zapyta.

antykoncepcja

Polska ciemnotą seksualną stoi! Młode dziewczyny nadal wierzą, że od pierwszego razu nie zachodzi się w ciążę. Chłopcy twierdzą, że wiedzą wszystko, wystarczy wyjść przed wytryskiem, widzieli na filmie, że pan tak robił. Nie biorą jednak pod uwagę tego, że ekscytując się pierwszym razem skończą wchodząc, czyli zanim właściwie zaczną. Seksu prawie nie było to może nic się nie stanie? A może kalendarzyk, o którym mówił ksiądz? Nieskuteczny u młodych dziewcząt z nieuregulowanym cyklem, ale o tym zapewne ksiądz nie wspominał. A choroby przenoszone przez kontakty seksualne omawiał? Bo nawet, jeśli kalendarzyk uchroni nastolatki przed ciążą, brak stosowania barierowych metod antykoncepcji narazi je na zarażenie się rzeżączką, kiłą, chlamydią, opryszczką, rzęsistkiem, kandydozą, HPV, HIV, wirusowym zapalenie wątroby typu B. Ale o  chorobach wenerycznych mówi się jeszcze mniej niż o skutecznej antykoncepcji, czyli właściwie nie mówi się wcale.

Aż trudno uwierzyć, że w 2017 roku, w kraju,  przynajmniej teoretycznie, cywilizowanym, nastolatki dysponują tak żałosną wiedzą na temat seksu. Do tego możemy dodać kretyńskie informacje o tym, że antykoncepcja powoduje krwotoki wewnętrzne (skandal zeszłego tygodnia: lekarz powołując się na klauzulę sumienia i strasząc pacjentkę wewnętrznym krwotokiem odmówił wypisania recepty na stosowane przez nią tabletki antykoncepcyjne), brak dobroczynnego działania nasienia unieszczęśliwia kobiety i również powoduje raka, a w ogóle to zabezpieczać się nie można, bo idzie się wtedy do piekła, argumenty przy których część osób, szczególnie ta wierząca we wszechwiedzący Kościół, może traktować ciążę jako mniejsze zło.  Jakie mniejsze zło, co ja mówię?!? Błogosławieństwo w każdym wieku i w każdym przypadku. Tak twierdzą ci, którym wydaje się, że wiedza najlepiej, co dla nas dobre, ci którzy chcą nas chronić przed odpowiedzialnością za nasze czyny, grzechem i gniewem Bożym.

Rząd wspiera rodziny wielodzietne, 500+ ochłapy, kościół głosi byśmy się wzajemnie miłowali, zaznacza jednak, że wyłącznie po ślubie i bez zabezpieczenia, resort zdrowia również zachęca do prokreacji poprzez namawianie do obserwacji cyklu, eliminowania czynników wpływających na zmniejszenie płodności, ale o seksie ani słowa, jakby dzieci brały się ze śluzu i niepalenia.

Od słowa „seks” prawica pąsowieje. Seks jest zawsze wyuzdany, brudny i grzeszny. Nie ma mowy, żeby był przyjemny i umilał życie. Jeśli ktoś tak mówi jest rozwiązłą świnią, która nigdy nie kocha się z mężem w łóżku tylko zawsze dyma z przypadkową osobą w publicznej toalecie. Więc o seksie nie mówimy, po co się rumienić.

Szczególnie o seksie nie można mówić młodzieży, bo tylko rozbudzimy ich ciekawość. Jak nic nie powiemy niczego nie poczują. Normalni chłopcy nie mają niekontrolowanych wzwodów, nocnych polucji, nie onanizują się i nie oglądają świństw w internecie. Normalne dziewczynki nie wiedzą, że mają łechtaczki, a o pochwie, macicy i reszcie dowiadują się dopiero, gdy zaczynają miesiączkować, kiedy to „ronią krwawe łzy macicy stęsknionej za macierzyństwem” – tak menstruację nazwał pewien ksiądz na naukach przedmałżeńskich w 2016 roku! A jak już się dowiedzą, to chodzą do kościoła i żarliwie modlą się, żeby nie mieć grzesznych myśli i znaleźć dobrego męża.  Normalni ludzie dojrzewają przecież seksualnie wtedy, kiedy stają przed ołtarzem, ale wtedy już są dorośli i wszystko wiedzą (skąd?!?), a nienormalnych lepiej nie pobudzać, więc właściwie w ogóle lepiej z ludźmi o seksie nie gadać, bo i po co?

Dlatego Radziwiłł rzekł: żadnej seksualnej edukacji w szkołach nie będzie!

A ja rzeknę, że na stanowisku Ministra Zdrowia nie było człowieka tak oszczędnie gospodarującego rozumem, bo zdaje się, że wręcz wcale go nie używa. Pomijając wszystko, co spieprzył do tej pory, teraz chce jeszcze być odpowiedzialny za dramaty młodych ludzi. Od lat międzynarodowe organizacje nawołują do tego, aby właściwie uświadamiać młodzież, umożliwić im zdobycie rzetelnej wiedzy, a nasz minister mówi NIE, bo Bóg, honor i ojczyzna.
Panie księciu z teką ministra, jak pan zabroni edukować, sprzedawać tabletki, a aborcja będzie karana więzieniem, to zakłady penitencjarne wypełnią młode dziewczęta, którym Pana nienawistne postanowienia zniszczą życie, okna życia nie pomieszczą niechcianych dzieci, a śmietniki, być może, zaczną przypominać cmentarze. Bo choćby pan stanął na rzęsach, zabronił zdejmować majtki nawet do sikania, nastolatki nie przestaną współżyć (podobnie jak niepragnące ciąży kobiety), bo tak się składa że seks jest przyjemny, a ochota na niego jest m.in.  sprawą hormonów, a nie dostępu  do wiedzy o seksie i pornografii.

Pan ma dużo dzieci więc może nawet Pan wie, jak to jest kiedy pewne części ciała zaczynają dawać o sobie znać, reagować intensywniej niż zwykle, kiedy serce zaczyna pracować niego szybciej, a myśli zaczynają nieznośnie krążyć wokół jednej myśli, czynności na którą coraz bardziej nabieramy ochoty. I to nie nastolatki, ani nie kobiety wymyśliły sobie to wszystko, tylko to, co kolokwialnie określamy NATURĄ, a jeśli Pan chce, bo wierzysz jaśnie książę w Boga, to powinieneś wierzyć, że On tak zarządził, ba! dał kobietom łechtaczki! Więc może odpuść sobie książę ministrze to udawanie, że dzieci biorą się z kapusty, bo wszyscy, również Ty, twój prezes, ojciec Rydzyk i Jezus, jakoś trafiliśmy do, i wyleźliśmy z, matczynej cipki!

PiS kontra Wisłocka. Pacyfikacja kobiet czterdzieści lat po seksualnej rewolucji.

pis vs kobiety

Obejrzałam Sztukę kochania, przeczytałam biografię Michaliny Wisłockiej i ze smutkiem stwierdzam, choć bez zaskoczenia, że obecna władza chce powrotu czasów sprzed rewolucji, której Wisłocka dokonała. Czterdzieści lat temu trwała walka o możliwość uświadamiania kobiet, dostęp do antykoncepcji, czerpanie przez kobiety przyjemności z samego seksu, a nie tylko z możliwości posiadania potomstwa, które seks umożliwia. Czterdzieści lat! O tyle, w aspekcie seksuologicznym, cofnęło nas półtora roku rządów PiS, bo nagle to co wywalczyła Wisłocka znowu wymaga walki, gdy zgraja oszołomów powołujących się na boskie prawa, pragnie odebrać kobietom prawa fundamentalne. A wśród nich najważniejsze: prawo samostanowienia.

Ekspertka ds. seksu mówi o dobroczynnym działaniu nasienia, antykoncepcji prowadzącej do rozpasania kobiet (mężczyzn już nie!). Ordo luris chce ograniczenia dostępu do antykoncepcji i bezwzględnego zakazu aborcji, który  w czasach zawodowej działalności Wisłockiej (była ginekologiem) rzucał jej na stoły operacyjne kobiety z macicami przedziurawionymi drutami do robótek, szydełkami i szpilkami do włosów, za pomocą których kobiety same lub z pomocą, radziły sobie z niechcianymi ciążami…często ostatnimi w życiu. Nie miały możliwości wyjazdu zagranicę, teraz również nie wszystkie mają. Nie wszystkie na to stać, nie wszystkie wiedzą co, gdzie i jak. Na bezwzględnym zakazie aborcji ucierpią więc kobiety i dziewczęta najuboższe, pochodzące ze wsi lub niewielkich miejscowości, w których troskliwi księża nie zabraniają seksu, ale zabraniają stosowania antykoncepcji, nie wspominając już o aborcji. I to właśnie w ich imieniu, tych najbardziej narażonych na skutki zmian w ustawie, tych które siedzą cicho z lęku przed ostracyzmem, te z dużych miast, odważne i wierzące w swoje prawa, powinny wychodzić na ulicę i krzyczeć jeszcze głośniej. Za siebie i za nie.

Nie wiem skąd bierze się ta PiSowska nienawiść do kobiet, bo czym innym jest zmuszanie do rodzenia zdeformowanych, umierających po porodzie dzieci? Jak inaczej nazwać możliwość zmian w opiece nad rodzącą (bynajmniej nie zmian na lepsze)? Może też powrócą standardy z epoki Wisłockiej? Czemu nie? Porody bez znieczulenia, w narzuconej przez personel pozycji, przy otwartych drzwiach na korytarz i uprzedniej lewatywie, może partnerzy zostaną wyproszeni z sal porodowych, a może będą mogli asystować tylko mężowie, oczywiście po ślubie kościelnym?  Trudno przewidzieć. Czym jak nie kpiną z kobiet, szyderstwem i sadyzmem jest powoływanie Chazana do grupy specjalistów opracowujących nowe standardy okołoporodowe? Trudno to przecież nazwać zwykłym nietaktem. Chazan udowodnił, że przede wszystkim jest katolikiem, później lekarzem, a na końcu człowiekiem, czy ktoś taki może wyznaczać jakiekolwiek godziwe standardy w takiej intymnej chwili, jaką jest poród? Nie. Człowiek, którego wiele kobiet chciałoby pozbawić prawa do wykonywania zawodu, którego twarz przypomina im o traumach z przeszłości, nie jest kimś komu można zaufać, może więc tylko drażnić zainteresowane swoją obecnością w grupie „specjalistów”. Karą za sprzeciwienie się Bogu miało być dla kobiet rodzenie w bólach. Jaką karę wymyśli Chazan za próby obalenia go, wielkiego profesora, dyrektora?

Same sławy. Chazan – Bóg położnictwa. Radziwiłł – minister sadyzmu i regresu w medycynie. Dudziak – seksualny ekspert mający obsesje od lat młodzieńczych, broniący w ’82 roku pracy magisterskiej o cechach osobowości kobiet przerywających ciążę (!), Ordo luris i im podobni, oraz wierzący im/ w nich, wyznawcy.

To o nich myślałam oglądając film i czytając biografię Wisłockiej.  Myślałam, że gdyby żyła przecierałaby ze zdziwienia oczy i załamywała ręce, że wszystko poszło na marne, jej praca, czas, walka. Pytanie, ile zajmie sprzątanie bałaganu, którego narobią ci niedouczeni, niewspółcześni, oderwani od rzeczywistości i człowieczeństwa sadyści? Ile będą kosztowały nas ich decyzje?

Wisłockiej już nie ma, została Sztuka kochania, pachnąca nowością, wznowiona, stojąca na księgarnianych półkach. Ale czy wystarczy? A może każda z nas powinna okazać się wywrotowcem, nie dać sobie wejść na głowę i walczyć teraz, już, zanim potrzebna będzie kolejna seksualna rewolucja? (Przyszła mi do głowy smutna myśl, że pisząc „wywrotowiec” miałam na myśli kobietę świadomą swojej anatomii i fizjologii, potrafiącą się zabezpieczać i zadbać o siebie, jeśli coś pójdzie nie po jej myśli. Kobietę potrafiącą współżyjąc odczuwać przyjemność, a nie tylko strach przed niechcianą ciążą). Bądźmy więc kobietami, które nie myślą, że są wywrotowcami, tylko że oni, rządzący, nimi są, wykolejeńcami na drodze rozwoju wszechrzeczy.

Nawet ci, którzy uważają, że Wisłocka to postać kontrowersyjna, powinni przyznać, że zrobiła dla polskich kobiet wiele dobrego i miejmy nadzieję, że zło którego próbują dokonać rządzący tego nie przeważy, pani Michalina będzie mogła spoczywać w spokoju, a my o sobie decydować.

Być jak Carrie. Wcale to o seksie, ale w dużym mieście.

carrie

Dwudziesta druga.

Gdybym była Carrie Bradshaw właśnie szykowałabym się na randkę. Radośnie brykałabym po domu w ręczniku i wybierała sukienkę do butów, które przyniósł dziś kurier od Manolo Blahnika. Miałabym za sobą leniwy dzień, lunch z przyjaciółkami, spacerek po Manhattanie, łapanie żółtej taksówki i jaranie szlugów przy okienku w trakcie pisania felietonu. Tak, a teraz w limuzynie na dole czekałby Mr Big.

Tak się jednak składa, że nazywam się Iza Tymińska i o 22 wychodzę z pokoju od dzieci, które zasypiały dziś półtorej godziny. Mąż na wyjeździe, więc nawet randka w domu nie wchodzi w grę. Zamiast butów Manolo Blahnika, na stopach mam wielkie, szare, wełniane skarpety, a konkretnie jedną, bo drugą dzieci gdzieś zapodziały robiąc z niej śpiwór dla pluszowego szopa.

Dzień, jak u Carrie, mieliśmy leniwy. Jedno śniadanie, drugie, zupa, pizza przyniesiona przez pana (o słodkie rozpasanie), kolacja, ogarnięcie, pranie, spacer, malowanie farbami, zabawy samochodami, czytanie dzieciom, pomoc w lekcjach, w czasie drzemki syna gry i zabawy z córką, sprzątanie zabawek, kąpiel, usypianie. Nie robiłam nic, jak leń z wierszyka, siedziałam na kanapie. Bo przecież „nicnierobieniem” jest „siedzenie” z dziećmi w domu, prawda?

Dwudziesta druga.

Gdybym była Carrie Bradshaw zastanawiałabym się, czy lepsza będzie sukienka od Jean-Paul Gaultier, Gucci, czy od Dolce&Gabbana. Tymczasem zastanawiam się, czy napisać coś na bloga, pisać książkę, czy położyć się i dokończyć czytany kryminał?

Pewnie myślicie, że jej zazdroszczę, co? Otóż nie. Ciuchy raczej mało mnie kręcą, a buty jeszcze mniej. A tak na poważnie. Zazdrościć mogę jej umów i stałego pisania, życia zawodowego, natomiast prywatnego wcale.  Lubię ten serial, ale im jestem starsza tym głupsze wydają mi się, te miłosne rozterki dwudziestolatki będącej grubo po trzydziestce. Jestem krok dalej, mam dużo więcej. I chociaż wkurzam się na długość, a w zasadzie krótkość doby, na swoje zmęczenie wieczorem, na późne zasypianie dzieci i przedwczesne moje, na to że nie mam kiedy pisać, zjeść na siedząco, posiedzieć w wannie, albo spokojnie na sedesie, ale lubię to moje „nicnierobienie”. Być może wolałabym z przyjaciółkami więcej gadać o seksie niż o chorobach dzieci, ale siła wyższa, nawet najlepszy seks nie wzbudza takich emocji, jak wysoka gorączka malucha.

Psychozy i neurozy. Gdy boli lęk przed bólem.

Boję się dnia, w którym wyjdę przed rodzinny dom i w pamięci nie znajdę niczego, co nie będzie bolało.

Zapragnę usiąść na schodach, jak kiedyś, ale powstrzyma mnie strach, że sama się nie podniosę.

Przypomnę sobie leżenie na trawie. Swoje małe dzieci chichoczące, biegające boso. Uśmiech ich taty wspinającego się po czereśniowych gałęziach.

Przypomnę sobie zapach mojej babci, prasowanej pościeli, amolu i robionej przez nią jabłkowej zupy.

Oczami wyobraźni zobaczę swojego tatę wjeżdżającego przed dom na rowerze. Usiądzie na tarasie, zapali papierosa, weźmie łyk zimnej kawy i opowie jakąś historię zamaszyście przy tym gestykulując.

O zachodzie słońca przypomnę sobie o wszystkich imprezach na działce, o wolności i młodości, która nigdy nie była tak beztroska, jak mogłaby być, gdyby nie…właśnie nie wiem, co…gdyby nie wieczne poczucie winy, albo myślenie o tym, że wszystko kiedyś się skończy.

Boję się, że kiedy będę już stara wspomnienia młodości nie będą mnie cieszyły, tak jak teraz nie cieszy mnie myśl o przyszłości, bo w przyszłości jest starość, pustka i myślenie o przeszłości, która już nigdy nie wróci. Boję się tego bólu, świadomości że świata ze wspomnień już nie ma. Wyobrażam sobie, że to ból, który mógłby pchnąć do samobójstwa kogoś, kto nie byłby tak blisko śmierci, jak ta babcia – Ja, stojąca samotnie na tych schodach, na których boi się usiąść.

Zima w pełni, najgorszy czas. Jesień sennie przygnębia, zima nerwicowo pobudza. Nie śpisz, nie możesz się skupić, kombinujesz. Kilka lat temu w ciągu nocy znalazłabym sobie kilka nowotworów, teraz uderzam w jakieś bóle egzystencjalne, neurozy.  Moja mama w moim wieku była już na rencie, to co się działo w jej głowie, na tyle mocno wpływało na jej zachowanie, że potrzebowała dłuższej przerwy w aktywności zawodowej (choć myślę, że gdyby nie była nauczycielką nie byłoby tak źle). Mi udaje się całkiem nieźle funkcjonować, uważać swoje życie za dobre i szczęśliwe, tylko wpadam w panikę myśląc o przyszłości, w której wspomnienie młodości boli. A na pewno tak będzie, bo nawet teraz boli lęk przed bólem.

„Kiedy ma się 60 lat najgorsza jest myśl, że nigdy już nie będzie się miało 30 i zajmuję się tym teraz, kiedy mam 33” – usłyszał dziś ode mnie mój mąż i zanim cokolwiek powiedział, odezwała się nasza ośmioletnia córka: „Ja już nigdy nie będę miała roczku, ale co mnie to?” Okazuje się, że w pewnych kwestiach, pomimo sporej różnicy wieku, chyba więcej w niej mądrości życiowej niż we mnie.

PiSdzielce czy PiSda? Bardziej dzielą czy więcej dają?

(Otwórz w nowej karcie, żeby mieć Podkład muzyczny albo kliknij i posłuchaj po przeczytaniu tekstu)

Przejrzałam swoje konto na fejsbuku, a dokładniej, tak zwanego, walla i z niepokojem odkryłam, że od kilku tygodni zajmuję się PiSem. Piszę o nich, zamieszczam artykuły, wrzucam memy, komentuję i już wiem dlaczego często chce mi się rzygać i chyba przestanę martwić się, że to rak żołądka. Rządzący wyzwalają takie wyrzuty żółci, kwasów i nie wiem, co tam jeszcze mi robią, że trochę mnie struli.

Bardzo niepokoję się o Polskę, nie ze względu na patriotyzm, bo tego chyba we mnie niewiele, ale ze względu na strach przed ograniczeniem wolności i narzucaniem swojego stylu życia i bycia (a bardzo nie chciałabym pierdolić od rzeczy, jak oni, np. pani Pawłowicz i bardzo nie chciałabym musieć mówić, że wierzę w ich dobrą zmianę i bardzo boję się więzienia, bo „lubię czasem wyjść, przejść się pośród bram”*), ale bez względu na to, ile we mnie lęków i jak bardzo wkurwia mnie to, co robią, nie chcę już o nich pisać na fejsbuku, zwłaszcza że i tak inni piszą, więc nie jestem żadnym źródłem informacji.

Moje konto wygląda tak, jakbym poza nienawiścią do PiSowców nie miała nic innego. Wczoraj złapałam się na tym, że chciałam wrzucić coś wesołego, ale pomyślałam, że głupio tak, kiedy ludzie nocami marzną pod Sejmem. Dziś wydało mi się to straszne, jakoś gorzknieje od tego. Niczego nie odszczekuję, po prostu przedświątecznie oczyszczam fejsa i przerzucam te swoje przemyślenia na bloga.

Porządek chronologiczny (dziwne, że nie komentowałam wyborów, chyba mocno mnie zatkało)

2.12.2015

Spryciarze. 500 zł na drugie dziecko i won z in vitro, żeby dzieci rodziło się mniej i żeby nie płacić za zamrożone zarodki, które przecież są już dziećmi

31.03.2016

strasznie to smutne wszystko
Cofamy się
Na każdym polu (poza drwalami w puszczy)
Czegokolwiek nie dotyka nowa władza, wypływa jakieś gówno. Oni twierdzą, że czyszczą, ja uważam że srają!
Przepraszam, jeśli ktoś czuje się urażony czytając słowa takie, jak „gówno” lub „srają”, ale jakoś „kupa” i „wypróżnienie” średnio pasują, gdy mówi się o gnoju (oborniku?).

(o inicjatywie PiS zmierzającej do ograniczenia praw osób żyjących w związkach jednopłciowych)

10.05.2016

Szanowny Prezesie.
Uprzejmie proszę o usprawiedliwienie mojej nieobecności na obchodach 73. miesięcznicy smoleńskiej, ponieważ akurat świętuję 1711. tygodnicę swoich urodzin.
Z góry dziękuję.

Łubu-dubu, łubu-dubu, niech żyje nam Prezes wybranego klubu, niech żyje nam!

13.08.2016

Taki sobie dialog Kaczyńskiego z Radziwiłłem wymyśliłam i teraz mi bardzo źle                         :(

-Brakuje na 500+, trzeba jakoś zmniejszyć ilość urodzeń.
-Akurat pary, dla których in vitro to jedyna szansa na dziecko, walczą na ogół o to pierwsze, często jedyne…
-Ale kto wie, może się rozkręcą, albo jeszcze bliźniaki będą, to od razu 500 trzeba wypłacić……
-No dobra, to ni chuja, żadnego in vitro, niech śluz obserwują i się modlą, żeby plemniki się pojawiły, żeby były ruchliwe, żeby komórka jajowa dojrzewała, żeby przez niedrożne jajowody się przecisnęła. Jak nie wymodlą, to znaczy że Bóg tak chciał, że im nie pobłogosławił.
-O, tak się powie i będzie super i 500 będzie dla innych…
-No przecież aborcji nie możemy poprzeć, lepiej żeby się rodziły dzieciaki chore niż z in vitro

(o dofinansowaniu naprotechnologii zamiast in vitro)

20.10.2016

Można być chujem, głupim chujem, a nawet chujem jebanym, ale czasami można być nikim. Tak bardzo nikim, że chuj jebany wydaje się fajnym gościem.

(napisane kiedy dowiedziałam się, że Jacek Żalek z wiadomej formacji powiedział, że kobietom powinno być wszystko jedno czy urodzą dziecko zdrowe czy umierające, bo i tak kiedyś wszyscy umrzemy)

3.11.2016

#PiSoff
Człowieczeństwa wam brakuje
Dajcie milion
Głupie chuje

To chyba wiersz

(propozycja 4 tysięcy za decyzję o kontynuowaniu ciąży w przypadku zdiagnozowania ciężkiego uszkodzenia płodu)

To chyba wiersz

4.11.2016

Mają rozmach skurwysyny…

(4 tysiące za urodzenie ŻYWEGO, upośledzonego dziecka)

16.11.2016

Wdowa po Tomaszu Mercie – „zakładamy, że Rosjanie zbeszcześcili ciała. Gasili papierosy w płucach”
Co oni mają w głowach, poza chorymi założeniami?
Ale już przynajmniej wszystko jasne, osiemdziesiąt ekshumacji w poszukiwaniu petów w płucach

17.11. 2016

PiS odrzucił poprawkę do ustawy o Wojsku Obrony Terytorialnej mówiącej o zakazie użycia WOT przeciwko polskim obywatelom :/
Prywatne wojsko szalonego Antoniego M. mogące strzelać do Polaków????
Wtf is going on?!?

1.12.2016

„Stosowanie prezerwatywy i stosunek przerywany powoduje raka piersi, a kobieta pozbawiona dobroczynnego wpływu nasienia choruje”
Nie no, z takim ekspertem dzieci w szkołach będą bezpieczne
„Dobroczynny wpływ nasienia” – it made my day

(o katolickiej ekspertce MEN szykującej podręcznik wychowania do życia w rodzinie)

8.12.2016

Aaaaaaaaaaaa!!!!!! To się naprawdę dzieje!?! Brakujący element to Bóg.
Może jeszcze ruszmy słońce i wstrzymajmy ziemię, a czarownice rzućmy na stosy
Pojadę poetką i dodam: Jebać PiS!

(o reformie edukacji – rząd chce usunąć ewolucję biologiczną z wymagań)

12.12.2016

Kolejny cios od PiSu. Znowu się cofamy.
Najlepiej leż plackiem, bez znieczulenia milcz i przyj. Za 500+, dla ojczyzny ratowania i w imię prezesa.
Jak bardzo jesteś nikim, głupia babo

(o zmianach w standardach opieki okołoporodowej)

15.12.2016

Dżizas, kurwa, ja pierdolę!!!!!
A może jeszcze trzeba będzie informować o spóźnionych miesiączkach i waleniu konia?
A na wyjazd do innego miasta będzie potrzebne zezwolenie?
Coraz bardziej pachnie Polską, której zapach znam tylko z opowieści.

…a mury runą, runą mury…

(komentarz do tego, że MSWiA chce przywrócić obowiązek meldunkowy oraz uzyskiwać informacje o dzieciach, ciążach i martwych urodzeniach)

16.12.2016

Panie Kaczyński, idź Pan do diabła!

19.12.2016

Prawa kobiet, demokracja, Konstytucja, legendy Solidarności, wieczny odpoczynek, dzikie zwierzęta i bezcenne klacze, wolne media, drzewa…
Co jeszcze, PiSdzielce, chcecie zniszczyć?!?
Polska w ruinie za 500+

 

I to byłoby na tyle. Niestety, nie mam złudzeń, obecna władza jeszcze wiele razy przyczyni się do powstania gorzkich wpisów.

Życzę więc wszystkim, przynajmniej, spokojnych Świąt.

 

 

*Kolenda P., „Moja Petit Madame”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

…a mury runą, runą mury…

 

…a mury runą, runą mury…

 

 

NaProŚciema. Metoda na stratę czasu, pieniędzy i szansy na dziecko.

poczęcie zdj

Ostatnio dość często, aczkolwiek przypadkowo, wpadam na artykuły dotyczące naprotechnologii (Natural Procreative Technology – metoda naturalnej prokreacji) czyli tego co Kościół ma do zaoferowania parom mającym problem z poczęciem. Mój stosunek do Kościoła jest raczej jasny, więc nie będę już pisała o tym, że często sięga zbyt daleko, że nadużywa władzy, że robi z ludzi idiotów. Dziś będzie o tym, jak znęca się nad cierpiącymi. Tak należałoby nazwać oszukiwanie zrozpaczonych par, nazywanie naprotechnologii alternatywą dla metody in vitro. Od razu dodam, że nie pracuję w żadnej klinice zajmującej się tą metodą, niczego nie będę reklamować, ani nie dostanę za to kasy, zwyczajnie wkurzam się, kiedy wmawia się ludziom bzdury, podpiera się je Biblią i obsypuje złotem, żeby lepiej stały.

Nie twierdzę, że naprotechnologia nie działa. Działa, ale w przypadku par, które potrzebują wskazówek, które właściwie nie wiedzą, że seks w określonym czasie może skutkować ciążą, a w innym po prostu nie ma takiej możliwości. I jasne, jeśli nie macie problemów (ŻADNYCH) z płodnością, jeśli wasze jajniki pracują, jajowody są drożne, a partner wręcz grzeszy liczebnością i ruchliwością plemników i nie ma problemów z potencją, to są szanse na to, że ten jeden „strzał” wystarczy. Jeśli nie wiecie kiedy, możecie sobie obliczyć, mniej więcej czternasty dzień cyklu, czyli czternaście dni od pierwszego dnia okresu. Łatwizna. A jeśli to nie przynosi efektów, możecie skuteczniej określać dzień owulacji, mierzyć sobie temperaturę, obserwować śluz, albo sięgnąć po dostępne w aptece testy owulacyjne. Jeśli wszystko gra i zagra w odpowiednim czasie, będzie dzidziuś, jeśli nie będzie dzidziusia będzie droga przez mękę. Będzie ciężko, bez względu na to, czy zaczniecie iść tą drogą w klinice ostatecznie proponującej wam in vitro, czy w takiej która nakaże wam się żarliwie modlić. Bo wbrew temu, co mówią zwolennicy naprotechnologii, decyzja o in vitro to nie widzimisię, tylko ostateczność. Jeśli lekarz mówi pacjentom o in vitro, najczęściej mają oni za sobą kilka lat starań o dziecko, nierzadko są po kilku poronieniach, miesiącach badań, leczeniu, zabiegach usuwających przeszkody (np. endometrioza), próbach inseminacyjnych, zwątpieniach, wzlotach i upadkach. Często nie mają już siły, pieniędzy (albo jednego i drugiego) na dalszą walkę i kiedy słyszą o in vitro, o tym co w związku z tym jeszcze przed nimi, rezygnują, albo dają sobie jeszcze jedną, ostatnią szansę i czasami to wystarczy, udaje się, a czasami nie. Natomiast zawsze jest to długa droga.

Przeciwnicy in vitro zapewne myślą, że na zabieg trafia się z ulicy, bez badań, taki kaprys, moda. Przychodzisz, mówisz „dzień dobry, poproszę in vitro”, pielęgniarka prowadzi pacjentkę do lekarza, ten każe się położyć, pobiera komórki, partner przynosi w pojemniczku swoje, które samodzielnie pobrał chwilę wcześniej w toalecie, jakaś pani to wszystko miesza, patrzy pod mikroskopem jak pięknie się dzieli i hop siup! Wpipetowują w ciebie gotową mieszankę, wracacie do domu, a dwa tygodnie później skaczecie z radości wpatrując się w dwie kreski na teście ciążowym i wybieracie imię dla dzidziusia. Otóż nie, moi drodzy, tak to nie wygląda. Mierzenie temperatury, nawet w odbycie, na pewno jest dużo przyjemniejsze i gdyby wszystkie niepłodne pary można byłoby uszczęśliwić termometrem, opisem śluzu, dietą i zaleceniami unormowania stylu życia, naprawdę nie miałabym nic przeciwko naprotechnologii, ani nie przyczepiałabym się do tego, że niektóre „kliniki” mieszczą się przy kościołach i nawet może byłabym wtedy przeciwniczką in vitro.

Ale niestety, tak jak napisałam na początku, naprotechnologia może nam pomóc dojść do problemu (oni też przeprowadzają badania lekarskie), ale w poważnych problemach, z którymi borykają się pary bezskutecznie starające się o potomstwo, nie pomoże, bo jej celem jest przywrócenie możliwości naturalnego poczęcia, a nie zawsze jest to możliwe.  Przy nieprawidłowościach anatomicznych – nie pomoże. Przy dysfunkcji narządów rozrodczych – nie pomoże. Przy nieodwracalnych zmianach, np. spowodowanych endometriozą – nie pomoże. A in vitro, w każdym z tych przypadków, daje szansę, choć oczywiście nie daje gwarancji.

Reasumując, nawet jeśli naprotechnologia będzie miała twarz Małgorzaty Kożuchowskiej (twierdzącej, że dzięki niej może cieszyć się macierzyństwem) nie jest żadną alternatywą dla in vitro, najwyżej grą wstępną. I jeśli jest tylko nią, można uznać ją za nieszkodliwą. Dramat jest wtedy, kiedy wmawia się niepłodnym parom, że to szczyt możliwości, że więcej nic zrobić nie można, najwyżej się modlić, bo tracą czas i pieniądze stosując metodę, która im nie pomoże. Nie mówimy o kilku miesiącach, mówimy o latach. Straconym czasie, którego nie można cofnąć, rodzicielstwie którym, być może, mogliby się cieszyć, gdyby nie trafili w ręce pobożnych oszustów.